Ukraiński rynek drewna przeżywa ostry deficyt surowca: na aukcjach ceny rosną, a wszystkie partie są wykupywane. Jednocześnie dodatkowe ilości drewna po wichurach фактически nie trafiają na rynek — pozostają w lesie i tracą na jakości. Kluczową przeszkodą uczestnicy branży wskazują przeciągające się i kosztowne procedury zezwoleń, przede wszystkim ocenę wpływu na środowisko (OWD).
Według szacunków przetwórców drewna, brak surowca bezpośrednio winduje ceny i stwarza zagrożenie dla stabilnej pracy przedsiębiorstw. Na przetargach sosna użytkowa była już sprzedawana po 6,6 tys. hrywien za metr sześcienny, a brzoza — nawet do 7,7 tys. hrywien za metr sześcienny.
Wysoki popyt tłumaczy się prosto: bez dostępu do surowca przedsiębiorstwa są zmuszone do redukcji personelu lub wstrzymania produkcji. Biznes deklaruje gotowość do zwiększenia przetwórstwa i płacenia podatków, ale boryka się z niedoborem surowca.
Leśnicy z kolei podkreślają, że zasoby nie są nieograniczone: obowiązują roczne limity pozyskania, normy ekologiczne oraz zatwierdzone plany wycinki. Właśnie tu pojawia się konflikt — dodatkowe drewno po klęskach żywiołowych jest dostępne, ale nie trafia na rynek.
Przykładem jest obwód rówieński. Po wichurach zarejestrowano ponad 700 hektarów uszkodzonych lasów, z czego na ponad 200 hektarach drzewostany zostały zniszczone niemal całkowicie i kwalifikują się do całkowitej wycinki sanitarnej. Według szacunków branży, szybkie uprzątnięcie tych obszarów mogłoby dostarczyć na rynek dziesiątki tysięcy metrów sześciennych dodatkowego drewna.
Próby przyspieszenia prac poprzez uznanie sytuacji za nadzwyczajną nie przyniosły rezultatów. Jedną z przyczyn wskazuje się brak zatwierdzonej metodyki obliczania szkód w lasach uszkodzonych przez wichury i wiatrołomy.
Głównym czynnikiem hamującym uczestnicy rynku wskazują procedurę OWD. Wnioski są obowiązkowe, jeśli powierzchnia całkowitej wycinki sanitarnej przekracza 1 hektar. Procedurę określa się jako długotrwałą i kosztowną: w niektórych przypadkach jej koszt przekraczał 500 tys. hrywien.
Krytycy zauważają, że taka logika prowadzi do absurdalnej sytuacji, w której likwidacja skutków klęski żywiołowej wymaga znacznych nakładów czasu i środków. W rezultacie drewno z wiatrołomów nie trafia na rynek i pozostaje w lesie.
Zwłoka bezpośrednio wpływa na jakość surowca. Już po kilku miesiącach oczekiwania udział drewna użytkowego gwałtownie spada: drewno użytkowe zamienia się w opał, który jest kilkakrotnie tańszy. W przypadku sosny proces ten jest szczególnie krytyczny — w ciągu 2 miesięcy udział przydatnego drewna może spaść niemal do zera.
Oznacza to straty dla gospodarstw leśnych i lokalnych budżetów, pogłębienie deficytu na aukcjach oraz dodatkowy nacisk na przedsiębiorstwa przetwórstwa drewna. Osobno zwraca się uwagę na aspekt bezpieczeństwa: powalone drzewa, które długo nie są usuwane, zwiększają ryzyko pożarowe w pobliżu miejscowości.
O konieczności zmian w regulacjach branża mówi już od lat — do tego apelu dołączają biznes, społeczności lokalne i władze samorządowe. W rządzie deklarują przygotowanie rozwiązań, jednak na razie nie jest jasne, kiedy przejdą one w praktyczną realizację.