3 czerwca Państwowa Agencja Zasobów Leśnych Ukrainy ogłosiła wstrzymanie wycinki lasu pod linie elektroenergetyczne w Karpatach. Oficjalną podstawą stało się utworzenie niezależnej komisji, mającej sprawdzić oświadczenia ekologów o niszczeniu środowiska życia salamander z Czerwonej Księgi. Jednak już po kilku dniach stało się oczywiste, że zadeklarowane zamiary rozeszły się z rzeczywistością.
Zdjęcia satelitarne z 9 czerwca, opublikowane przez ekologa Andrija Tupikowa, potwierdziły: prace leśne w strefie budowy elektrowni wiatrowych nie zostały przerwane. Według jego obliczeń, po oficjalnym oświadczeniu agencji sprzęt posunął się jeszcze o 350 metrów w głąb masywu leśnego. W efekcie dodatkowo zniszczono około 1,1 hektara lasu w granicach miejsc bytowania gatunków objętych ochroną.
Budowa elektrowni wiatrowych na zakarpackim terenie wysokogórskim trwa już kilka lat i od samego początku towarzyszą jej systematyczne naruszenia prawa ochrony przyrody. Kluczowym inwestorem jest spółka «UK „Wiatraki Ukrainy”», przeniesiona z Kramatorska do Pereczyna. Przedsiębiorstwo planuje budowę elektrowni wiatrowych co najmniej na dziesięciu działkach na Zakarpaciu — łącznie ponad 330 turbin wiatrowych o łącznej mocy powyżej 1,73 gigawata.
Na połoninie Runa aktywna faza budowy rozpoczęła się wiosną 2025 roku — bez przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko. Przy budowie dróg dojazdowych do przyszłych turbin wiatrowych wycinano lasy stare i pierwotne, niszczono miejsca występowania gatunków z Czerwonej Księgi. Aktywiści ekologiczni twierdzą, że na połoninie zniszczono co najmniej 40 hektarów lasu — pomimo zapewnień ministerstwa o znacznie mniejszej skali ingerencji.
Państwowa Inspekcja Architektury i Urbanistyki później uznała naruszenia prawa przy wydawaniu pozwoleń na budowę. Jednak w lutym 2026 roku Ministerstwo Gospodarki wydało pozytywną opinię w sprawie realizacji projektu na Runie, powołując się na konieczność energetyczną w warunkach stanu wojennego. Równolegle «Zakarpatobłenerho» zleciło wycinkę lasu pod linie elektroenergetyczne potrzebne do podłączenia przyszłych stacji do sieci — właśnie te prace stały się przedmiotem głośnego skandalu na początku czerwca.